O mnie

Bardziej oficjalnie...

Pracuję z psami ponad 15 lat. Miałam przyjemność współpracować z takimi ośrodkami szkoleniowymi w Krakowie jak Hitt-Dog, Psia Eskadra, a także z firmą APPORT, dla której prowadziłam szkolenia indywidualne. Wielokrotnie brałam udział w pokazach szkoleniowych, uświetniających różne imprezy okolicznościowe, startowałam (i nadal startuję) w zawodach sportowych.

W 2004 roku mój kolega Robert Jakubek (obecnie piastujący urząd burmistrza Skały) zaprosił mnie do współpracy w Skale, gdzie na pięknie położonym obiekcie klubu sportowego "Skała 2004" wspólnie prowadziliśmy zajęcia z posłuszeństwa, obrony i pracy węchowej. Gdy Robert wygrał wybory na urząd burmistrza miasta Skała - brak czasu i obowiązki niestety nie pozwoliły mu na dalsze uczestniczenie w treningach z psami. Pozorować dla naszych psów zaczął Piotr Odrobiński, który już wcześniej pomagał nam jako pozorant. W Skale pracowaliśmy razem do końca 2008 roku.

Trenowałam również z czeskimi i słowackimi szkoleniowcami, (u naszych sąsiadów kynologia sportowa ma bardziej rozwiniętą tradycję i na prawdę warto od nich się uczyć). Ogromnie cenię sobie kontakt ze wspaniałym szkoleniowcem - panem Dusanem Majtasem ze Słowacji (sędzią i zawodnikiem) i jego żoną Martą (również sędziną i zawodniczką), oraz z Panem Karelem Kovacem z Czech, z którym mam przyjemność regularnie trenowac i uczyć się, korzystając z jego bogatego (ponad 30-to letniego) doświadczenia.
Jako szkoleniowiec posiadam uprawnienia Związku Kynologicznego w Polsce, moim macierzystym oddziałem jest O/ZK Nowy Targ.
W maju 2011 roku szczęśliwie złożyłam egzamin asystencki, rozpoczynając tym samym długą i trudną drogę do osiągnięcia godności sędziego. Obrana przeze mnie specjalnośc to próby pracy PT i IPO.

Mniej oficjalnie...

Moja pasja do zwierząt miała swe początki w zamierzchłej przeszłości, kiedy to mając 4 lata rysowałam długopisem pieski i koniki na ścianach mieszkania, na drzwiach, na pościeli, i na wszystkich powierzchniach, które poddawały się działaniu długopisu... Wyglądały one tak:

Wówczas ilość nóg była jeszcze dowolna, gdyż liczenie było mi obce...

Później rodzice uszczęśliwili mnie prawdziwym Polskim Owczarkiem Nizinnym, który dzielnie prowadził mnie na smyczy przez zakamarki osiedla, a ja dawałam się prowadzić bezkrytycznie, gdyż miałam 5 lat i Kazan (bo takie nosił imię) wagowo znacznie mnie przewyższał.

W czasach szkolnych moje zamiłowanie do zwierząt zaczęło rozwijać się lawinowo. Już wtedy znałam na pamięć i umiałam rozpoznać wszystkie 365 ras zarejestrowanych w FCI (studiując uparcie encyklopedię psów rasowych w jęz.niemieckim, bo polskiej nie miałam), wsiadałam na każdego konia, jak tylko nadarzyła się okazja, i zużywałam kilogramy papieru, rysując zwierzęta (przede wszystkim konie i psy).

Po długim czasie - mając lat 12 - doczekałam się nareszcie następnego psa. Był to chiński chow - chow, sprowadzony z niemieckiej hodowli (prezent od ojca), bardzo egzotyczny jak na ówczesne polskie warunki. Kazan (bo imię otrzymał po swoim poprzedniku) był na prawdę dorodnym przedstawicielem swojej rasy. Jako reproduktor zostawił po sobie ponad 50 szczeniąt w kraju i za granicą. Wygrywał praktycznie wszystkie wystawy, a ponieważ ja go zawsze wystawiałam, jako właściciel i przewodnik - miałam okazję dość wcześnie poznać smak sukcesu... Wychowałam go starannie, wszędzie chodził bez smyczy (wtedy jeszcze było wolno...), był pogodny i posłuszny, umiał pływać, aportować i ciągnąć sanki z zakupami (co lubił najbardziej). Towarzyszył mi 11 lat.

Arthus von Tannenwinkel (Kazan)


Rottweiler Azja miał być następcą Kazana.Niestety był ze mną bardzo krótko. W wieku pięciu miesięcy zachorował i nie przeżył. Nie zdążył nacieszyć się życiem a ja nie zdążyłam nacieszyć się nim...

A potem nastały dobermany: Alex, Devil i Tao. To od nich nauczyłam się najwięcej. Inwencja i pomysłowość dobermanów w połączeniu z ich niespożytą energią sprawia, że są są dla przewodnika bardzo wymagającymi partnerami. By dogadać się z dobermanem, trzeba mieć dużo czasu, energii, trzeba być bardziej pomysłowym i bardziej zaskakującym niż on sam... Ale jak się człowiek już dogada, to sama przyjemność!

Mnie się na szczęście udało. Każdy z nich był wspaniałym towarzyszem, entuzjastycznie podchodzącym do życia, z niespożytą energią i pogodą ducha (co udzielało się również mnie).

Alex (uwielbiał pływać). Był maniakiem aportu, niezwykle posłusznym i wesołym psem. Przegrał walkę z nowotworem mając 6 lat. Od razu wiedziałam, że następnym moim towarzyszem też będzie doberman...

Tao - IKS z Nory Susła - doberman o umaszczeniu błękitnym - zawitał do naszego domu w trzy miesiące po odejściu Alexa. Po dwóch latach dołączył do nas Devil - KOMTUR z Nory Susła.

"Chłopcy" w zabawie. Jak na dwa dorosłe samce z silnymi popędami - egzystowały razem dość kulturalnie (nad czym oczywiście musiałam bezustannie czuwać). Devil - dość uparty dominant, pies z ogromnym temperamentem i predyspozycjami do pracy, - był u mnie na wychowaniu i szkoleniu przez okres 1,5 roku. Potem wrócił do właścicieli.

Tao był psem, któremu zawdzięczam najwięcej. Kipiący energią, ale niezwykle zrównoważony, pracujący z niezmienną pasją przez wiele lat. Brał udział w pokazach, wielokrotnie startował w zawodach sportowych, świetnie pracował węchowo, pomagał mi w codziennych szkoleniach, zawsze gotowy na wszystko, co mu zaproponowałam.

Do Tao ponad 10 lat temu dołączyła Orka - mój pierwszy owczarek niemiecki z linii użytkowej (ANET - z rodowodu). Suka z ogromnym temperamentem i chęcią do pracy - patrząca w oczy i zgadująca polecenia, wrażliwa, waleczna, inteligentna i bardzo pomysłowa (to chyba przejęła od dobermana, wychowując się w jego towarzystwie...). Jest w ciągłym treningu i startuje w zawodach z dużym powodzeniem.
Od kilku lat (po odejściu Tao) Orce towarzyszy Ira (IRA Black Chabet), kolejny owczarek niemiecki z linii użytkowej, wilczasta suczka z hodowli państwa Majtasów z Bratysławy. Jest to temperamentna, a zarazem zrównoważona suka, o stabilnych nerwach, zdecydowana i zapamiętała w działaniu, mocna aporterka, z ogromną pasją do pracy węchowej i obrony.
Od kiedy poznałam bliżej Irę i doceniłam jej psychikę, predyspozycje i możliwości - moim marzeniem stało się, by doczekac się od niej szczeniąt i zostawic dla siebie potomka z jej genami. Po długim czasie marzenie się spełniło.
02.12.2012 roku Ira urodziła trzy wspaniałe szczenięta, których ojcem został słowacki reproduktor z linii użytkowej: EVAR zo Severnrej hranice. Szcznięta te były pierwszym miotem w mojej hodowli z Leśnej Mgły (FCI).
Od tego czasu moje stado powiększyło się: została z nami urodzona u mnie DUSZA z Leśnej Mgły, córka IRY.

Orka - po lewej, Ira po prawej:................................................Ira na pierwszym planie

ORKA była ze mną 12 lat i 2 miesiące. Odeszła z naszego stada 22.01.2016 przegrywając walkę z chłoniakiem... Ostatnie dwa lata życia spędziła na zasłużonej emeryturze, towarzysząc mi wszędzie, spacerując i bawiąc się na miarę swoich możliwości. Była najwierniejszym, oddanym bez reszty przyjacielem. To ona nauczyła mnie, że można zaufać psu...

Obecnie 10-letnia IRA również jest na zasłużonej emeryturze, doczekała się wnuków i nadal czuwa nad stasem, pomagając w wychowaniu najmłodszego pokolenia.

DUSZA - córka IRY - obecnie 3.5 letnia suka jest godną następczynią w startach. Regularnie bierze udział w zawodach z doskonałymi wynikami. To bardzo energiczna, niezwykle śmiała, samodzielna i zarazem zrównoważona suka, po rodzicach odziedziczyła bardzo mocne popędy i ogromne predyspozycje do pracy węchowej. Praca z nią to czysta przyjemnośc. Zaskakuje szybkością i inteligencją. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać ją jak najdłużej w dobrej formie do startów, oraz w pełni wydobyc i pokazac jej wspaniałe predyspozycje. Dusza okazała się również wspaniałą matką, 13.10.2015 urodziła swój pierwszy miot: 4 psy i 4 suczki. Z tego miotu została z nami WIDIA z Leśnej Mgły, i tym sposobem mam możliwość przyjrzeć się życiu trzypokoleniowego stada, ich relacjom i wspólnym cechom.

Chciałam jeszcze dodać, że równolegle z zamiłowaniem do psów rozwijała się moja pasja do koni. Po wielu latach marzeń doczekałam się swojego własnego konia, a na co dzień pracuję jako hipoterapeuta, prowadząc zajęcia rehabilitacyjne dla dzieci niepełnosprawnych z udziałem koni.

Mój koń Hortquiz i ja (i oczywiście Orka w tle)

Hucuły, z którymi pracuję z dziećmi: